Psychoterapia psychoanalityczna i poznawcza

Szkoła psychoanalityczna i poznawcza odwoływały się trochę do tego samego sposobu myślenia tzn. do takiego, że zachowanie człowieka jest w dużej mierze ukształtowane pewnymi strukturami, które wg psychoanalizy kształtują się dosyć wcześnie w rozwoju indywidualnym i kształtują się one w wyniku pewnych doświadczeń życiowych związanych przede wszystkim z osobami znaczącymi. Jeżeli ktoś od np.: 7 - 8 roku życia był z osobą, która kocha tylko siebie, to już mu tak zostanie do końca życia- chyba że się podda psychoanalizie to będzie tego bardziej świadomy, że kocha siebie i nie będzie musiał opowiadać, że kocha innych bardzo mocno, a tak naprawdę kocha siebie. W przypadku koncepcji behawioralnych i poznawczych dotyczy to podobnych mechanizmów, tyle tylko, że one się inaczej rozwijają, mianowicie mówiło się tam, że to co decyduje o zachowaniu człowieka to są również pewne struktury psychiczne- tylko, że one były nie tyle w osobowości jak w psychoanalizie, w relacji struktur ED-EGO i SUPEREGO- że natomiast tak naprawdę co wyznacza zachowanie człowieka to struktury poznawcze. Te struktury poznawcze to jest pewna wiedza połączona z emocjami, bo to jest wiedza dystryktywna, ewaluatywna- głównie się ona sprowadza do dwóch wymiarów : wiedza o sobie i wiedza o środowisku, otoczeniu. W efekcie ta wiedza ma taki charakter pewnego układu odniesienia: każde zdarzenie bieżące jest percepowane, spostrzegane potem przekształcone, dopasowywane do schematów poznawczych i efekt tego dopasowania może być różny od realnych spostrzeżeń, ponieważ w zależności od tego jaka jest samoocena jednostki, jaka jest ocena innych, jakie ma przekonania- to decyduje się o podjęciu określonego działania w reakcji na zdarzenie psychiczne i zewnętrzne.

SZKOŁA HUMANISTYCZNA

Humaniści (zwłaszcza Rogers) mówili, że te oba klasyczne do tej pory kierunki wyjaśniające zachowania człowieka są zbyt mechanicystyczne, deterministyczne. Rogers mówi, że to nie jest tak, że środowisko tak bardzo wpływa na kształtowanie cech osobowości(tak jak chciał Freud) na te struktury poznawcze jakie się kształtują w życiu, ale tak naprawdę to jak zachowuje się człowiek, myśli, czuje zależy od pewnej zdolności samorozwoju. Mianowicie każdy człowiek ma pewien potencjał wrodzony, mechanizm (bliżej nie opisany przez Rogersa), który sprawia, że ma taki motor wewnętrzny, który go pcha przez życie w kierunku doskonalenia się . zdobywania coraz lepszych efektów mierzonych poziomem satysfakcji. Czyli chodzi tu o zdolność do „smaku życia"-ten smak to przyjemność, bądź uczucia nieprzyjemne, których doświadcza każdy z nas w różnych zdarzeniach. I ta zdolność do satysfakcji, do oceniania tego co jest dla mnie dobre, a co złe- to jest zdolność nam dana. Stąd idealnie rzecz biorąc człowiek w swoim zachowaniu powinien kierować się przede wszystkim subiektywnymi doświadczeniami tego co jest dla niego dobre, a co złe. Jeżeli jest dobre to powtarza zachowania, jeżeli sprawiają nam przykrość- to ma tendencje do ich unikania i poszukiwania tych dobrych. Jeżeli tak to głównym mechanizmem wyzwalającym zachowanie człowieka są emocje, przeżycia emocjonalne, które są drogowskazem.

Na czym polega zatem patologia? Ona zdarza się zawsze wtedy, jeżeli jednostka zaczyna się kierować w swoim zachowaniu nie tym co jest dla niej dobre czy nieprzyjemne, a tym co inni uważają za dobre dla niej. To nie jest jeszcze problem, jeżeli rodzice uważają, że dziecko powinno zachowywać się w określony sposób, bo jest to zgodne z normami, z celami, które rodzice wyznaczyli dla swojego dziecka bazując na swoim doświadczeniu. Problem zaczyna się wtedy kiedy dziecko czy dorosły człowiek przestaje być świadomy faktu, że kieruje się odczuciami, emocjami innych, a nie własną miarą satysfakcji z tego co robi w życiu. Takie zatarcia w świadomości zdolności do odróżniania miedzy tym co jest moja przyjemnością, a co jest przyjemnością narzucona przez otoczenie Rogers nazywał to zaburzeniami świadomości, które w klasycznym ekstremalnym rozumieniu przejawiają się np.: w tym co się zdarza w schizofrenii , gdzie mówi się o tzw. rozszczepieniu jaźni, istnieniu dwóch rodzajów świadomości (świadomość świata psychotycznego, urojonego, świadomość realna doświadczenia w realnych sytuacjach). Do zaburzeń świadomości

pochodzi w wyniku braku bezwarunkowych akceptacji. Rogers zakłada, że dziecko, także dorosły-może kierować się własnymi odczuciami, oceną co jest dla niego dobre, a co złe w takich sytuacjach, kiedy otoczenie dostarcza mu akceptacji polegającej na tym, że nie stawia mu żadnych warunków (kocham moje dziecko niezależnie od tego czy ono dobrze czy źle się uczy itd.) Potrzeba akceptacji jest tak silna i ważna, że jednostka jest w stanie nie do końca świadomie zrezygnować z posługiwania się, w ocenie swoich zachowań w ocenie satysfakcji którą przeżywa, miarami które są jej dane, indywidualne. Najsilniej ten proces zdarza się w dzieciństwie, ale każdej sytuacji to może wystąpić. W efekcie takich ukształtowanych zaburzeń świadomości, zatarcia rozeznania dochodzi do zachowań, które nie przynoszą satysfakcji jednostce i otoczeniu. Wtedy człowiek podejmuje wiele dla niego nie satysfakcjonujących działań i musi udawać i cieszyć z rzeczy które nie są dobre dla niego- co sprawia, że jest nieskuteczny, nie przeżywa prawdziwej satysfakcji , przeżywa napięcie psychiczne, zaczynają się lęki, objawy depresyjne, a nawet objawy psychotyczne, jako rodzaj ucieczki przed presją własnych uczuć.

Jeżeli tak rozumiemy patologię , to jak wygląda psychoterapia w tym kierunku? Polega ona na odwróceniu tej relacji miedzy narzucona świadomością co jest dla mnie dobre, a co złe i powrotem do tego co jest wrodzone człowiekowi.. polega na uczeniu się korzystania z doświadczeń organizmicznych, korzystania w wyznaczaniu moich własnych zachowań.

Jeżeli tak, to podstawowym czynnikiem, który jest leczony wobec osób z zaburzeniami psychicznymi jest nowy rodzaj relacji z drugim człowiekiem (w tym wypadku z terapeutą) czyli specyficzny sposób relacji terapeutycznej. Na czym on polega? Po pierwsze na tym, że terapeuta ma stworzyć warunki do tego, żeby pacjent doświadczał czegoś co mu zabrakło wcześniej, czyli bezwarunkowej akceptacji, żeby mógł doświadczyć tego, że terapeuta go nie ocenia, nie mówi mu co jest dla niego dobre, a co złe. Terapeuta mówi tylko: „mhy" , czyli OK., w porządku- niezależnie od tego, co pacjent mówi. Wszystko co robimy jest OK.: czy nam jest ze sobą dobrze, czy źle, czy się nam podoba czy nie- to wszystko jest OK. bezwarunkowej akceptacji terapeuta musi się nauczyć mając do czynienia z ludźmi złymi, słabymi, którzy w swoich zachowaniach bywają agresywni, albo ulegli, zależni. Terapeuta musi pokazać, że zaakceptuje takie zachowanie, że musi i chce zaakceptować.

Drugi ważny warunek w relacji terapeutycznej- empatia, zrozumienie drugiego człowieka polegające na tym. że ja przyjmuje perspektywę subiektywną tego pacjenta. Ludzie nam bardzo często przedstawiają różnego rodzaju interpretacje swoich własnych zachowań, próbują używać dziesiątków mechanizmów obronnych, które polegają na tym, że jednostka zniekształca motywy swoich działań, żeby wypaść w lepszym świetle, żeby uzyskać lepszą ocenę na zewnątrz. Cały ten fałsz wynikający z mechanizmów obronnych bierze się stąd, że nie spodziewamy się, że ludzie nas zaakceptują i zrozumieją takimi jakimi naprawdę jesteśmy. Pacjent w relacji terapeutycznej ma mieć okazję do tego, żeby odrzucić wszystkie mechanizmy (w psychoanalizie były to mechanizmy obronne, w psychologii humanistycznej mechanizmy zaprzeczeń- ta różnica polega między innymi na tym, że zaprzeczenia są często świadomymi działaniami, a mechanizmy obronne jako rzecz automatyczna, nieświadoma). W psychologii humanistycznej zwraca się uwagę na większy poziom świadomości własnych zaprzeczeń, co daje dodatkowo poczucie dyskomfortu jednostce, ponieważ ona wie, że zachowuje się w sposób taki, że musi oszukiwać, grać itd. Ta empatia polega na tym, że żeby zrozumieć jakieś zachowania człowieka, to musimy przyjąć, że ta osoba miała racje. Terapeuta ma zachować się: „rozumiem" - że ty nie miałeś innego wyjścia, że musiałeś się tak zachowywać. To nie jest chore (to zachowanie)- ono jest normalne w takim sensie, że ludzie na ogół starają się postąpić zgodnie z motywami, których są świadomi, postępują tak, jak rozumieją rzeczywistość. Empatia- to znaczy , że ja rozumiem subiektywny punkt widzenia człowieka na sprawy, motywy jego własnego zachowania (niekoniecznie słusznego obiektywnie).

Kolejna ważna rzecz w relacji terapeutycznej to ciepło (nie do końca określone jasno). Rzecz głównie sprowadza się do tego, żeby nie okazywać uczucia w sensie: nie reagować emocjonalnie na to co się dzieje, ale reagować głównie reakcjami pozytywnymi: wtedy kiedy pacjenci nas złoszczą, irytują, kiedy chcemy ich potępić za ich zachowania- my musimy coś zrobić, żeby tych uczuć nie okazywać pacjentowi. W tej koncepcji wymyślono super wizję: jeżeli masz złe uczucia wobec pacjenta to idź i zrób coś z tymi uczuciami ale na zewnątrz, a nie wobec pacjenta.

Czwarty warunek w relacji terapeutycznej to jest podkreślenie, zachowanie zasady otwartości terapeuty. Terapeuta ma obowiązek prezentowania swojej własnej osoby: odmienności, podobieństwa, ma okazywać swoje uczucia, ale nie po to, żeby wpłynąć na pacjenta, ale po to, żeby mu powiedzieć: widzisz, ja jestem inny i nie możesz brać ze mnie przykładu, ty nie możesz się ze mną porównywać, ani ja z tobą- to jest spełnienie kolejnego warunku ważnego w rozwoju człowieka-mianowicie, że ty sam masz kierować się swoimi ocenami co jest dla ciebie dobre i złe, a ja również mam prawo do tego, żeby się kierować moimi ocenami. Jest to rodzaj modelowania pokazującego odrębność jednostki- tak by powiedzieli behawioryści i terapeuci poznawczy. Rogers mówił w teorii, że jedynym zdrowym motywem zachowania człowieka jest kierowanie się własną oceną tego co jest dla mnie dobre a co nie dobre.

Jeżeli zostaną spełnione te 4 warunki w relacji terapeutycznej to to już wystarczy do zmiany terapeutycznej, ponieważ w wyniku tego pacjent analizując swoje doświadczenia życiowe, co przeżył (główną treścią spotkań terapeutycznych są uczucia przeżywane przez pacjenta) będzie odkrywał coraz więcej co jest dla niego dobre, zacznie doświadczać (zarówno w relacji z terapeuta, ale także w ocenie tamtych swoich dawnych doświadczeń życiowych), te emocje które są jego emocjami. Emocje są miarą i podstawowym motywem ludzkiego zachowania.

Ta koncepcja to jest odniesienie do indywidualizmu, do kierunku filozoficznego, który ma swoje odniesienia do personalizmu itd. To jest typowe dla kultury amerykańskiej, północnoamerykańskiej, gdzie jednostka jest najważniejszym elementem, wszystko to co jest tworzone (prawo, normy itd.) to z myślą o rozwoju jednostki, o daniu jej przestrzeni do tego, żeby mogła się rozwijać itd.

Koncepcje humanistyczne także podlegały zmianom. Sam Rogers w ostatnich latach zaczął tworzyć wizje idealnego człowieka, warunki jakie musi spełniać człowiek, żeby stać się idealnym. To pokazało, że ten pierwszy pomysł był dobrym, ale pod warunkiem, że się będzie zmierzało do pewnego idealnego wzorca: człowiek musi być dobry, użyteczny społecznie, musi się liczyć z innymi osobami, bo one też mają prawa itd.

Inna odmianą koncepcji humanistycznych były różne pomysły, które mieli

egzystencj aliści, sięgający do podstaw filozofii egzystencjalnej: wykorzystujący pewne twierdzenia dla rozumienia psychopatologii, a w konsekwencji dla rozumienia sposobów, jak tę psychopatologię usuwać. Jaspers- głównie starał się przenieść tezy filozofii egzystencjalnej na grunt psychopatologii. Wiktor Franki, Irwin Ja........., Kazimierz Popielski- oni uważają,

że (w przeciwieństwie do tego co mówił Rogers) to nie jest tak optymistyczne, że każdy z nas ma taki motorek popychający człowieka do samorozwoju i to do dobra.

Egzystencjaliści mówią, że tak jest niekoniecznie, ponieważ życie jest okrutne. Nie wiadomo dlaczego tak jest, ale niewątpliwie istnienie każdego człowieka jest wpisane w pewne warunki, których przeskoczyć nie można.

Pierwszym takim warunkiem jest fakt, że życie ludzkie jest skończone i w związku z tym u podłoża większości lęków, które człowiek przezywa- to jest lęk przed śmiercią, przed skończonością istnienia.

Drugi fakt obiektywnie potwierdzony, że człowiek jest samotna wyspa tzn. każdy z nas jest sam, niezależnie od tego jak dużo ludzi mamy wokół siebie, wszystkie sprawy ostatecznie musimy załatwiać na własną odpowiedzialność.

Trzeci fakt wpisany w nasze istnienie to w gruncie rzeczy życie nie ma sensu, że jedną z najważniejszych motywacji dla których podejmujemy szereg działań jest poszukiwanie sensu: po co ja żyję? Franki powiadał, że taka świadomość na temat braku sensu życia najczęściej dopada nas w czasie weekendu, gdy nie mamy nic do roboty („niedzielna nerwica") dopada nas lęk, depresja, niepokój, napięcie- i to jest powodem tego, że dochodzi do naszej świadomości pytanie o sens życia.

Jeżeli takie jest istnienie człowieka, to świadomość tego jest jedynym sposobem na to. żeby żyć w sposób satysfakcjonujący, mianowicie, że ja wiem, że ja umrę- to oznacza także, że ja będę chorował, będę coraz mniej sprawny, że będą ograniczenia związane z etapami rozwoju itd. Ta

świadomość rodzi niedobre uczucia: lęk, przykrość, smutek, napięcie. Żeby temu zapobiegać ludzie r sobie wymyślają jak zaprzeczyć ograniczeniom istnienia. Człowiek który zaprzecza, że życie jego jest ograniczone, że dopadną go choroby, może rozwinąć u siebie objawy nerwicy hipochondrycznej -człowiek czuwa nad swoim organizmem, zdrowiem (nadsłuchuje każde strzykniecie, bicie serca, ból głowy, uczucie zmęczenia- to jest rozumiane jako sygnał o nadchodzącej chorobie- im więcej chodzę do lekarzy, tym więcej mają niepokojów). Dla takich ludzi sensem życia staje się pogoń za zdrowiem, a właściwe ucieczka przed potencjalna chorobą i zagrożeniem.

Są ludzie, którzy w obliczu takiego faktu, że są same i że to co robią to jest ich odpowiedzialność- to jest z jednej strony miłe, ale dopóki ponosi się pozytywne skutki swojej działalności. Żeby zaprzeczyć temu, że to nie ja ponoszę odpowiedzialność, to może się rozwinąć niepokój, który często prowadzi do patologii polegających na objawach depresyjnych, które są przesadną postawą nadmiernego krytycyzmu wobec siebie; to są ludzie, którzy głównie pamiętają przykre wydarzenia, głównie sobie przypisują odpowiedzialność, widzą przyszłość w perspektywie negatywnej. Dlaczego to jest ucieczka? Ponieważ my mówimy wtedy: ja jestem chory- to nie dlatego, że ja jestem za to wszystko odpowiedzialny, tylko moja choroba, depresja sprawia, że ja muszę tak myśleć, że taki mój los. Poszukiwanie sensu życia, niepokój z tym związany rodzi szereg patologicznych konsekwencji np.: urojenia wielkościowe i inne, które dają złudzenie, że moje życie jest wyjątkowe, że zostałem posłany po to, żeby wykonać dzieło itd.

Psychoterapeuci wywodzący się z tych kierunków nie zaproponowali specjalnych technik, które miałyby umożliwić człowiekowi świadome życie z jego pragnieniami, życie które by było bardziej dla niego satysfakcjonujące. To co podkreślają to to, że psychoterapia to jest dążenie do zaakceptowania ograniczonego istnienia, jednocześnie dążenie do tego aby każdy człowiek mając świadomość wszystkich ograniczeń spróbował znaleźć sobie taki rodzaj życia, który nada mu jakichś sens.

Podsumowując tę całą imprezę związaną ze szkołami humanistycznymi podkreślić trzeba, że ta forma psychoterapii nie znalazła szerszego zastosowania w leczeniu zaburzeń patologicznych. Jest ona niekiedy szkodliwa do leczenia osób z zaburzeniami psychotycznymi (nerwice lękowe, zaburzenia depresyjne, uzależnienia). Nie znalazła ona zastosowania przede wszystkim dlatego, że te teorie są świetne dla rozumienia rozwoju człowieka zdrowego, świetne kiedy je zastosujemy jako pomoc w rozwoju. Znalazła swój wyraz w tzw. wspomaganiu rozwoju- treningi uwrażliwienia, treningi interpersonalne, poszerzanie swojej świadomości, technologie związane ze sposobem radzenia sobie z trudnościami, stresem itd.

TEORIE SYSTEMOWE

Twórcy: Gregory Baytson, Jane Halley, Wirginia Sat........ , Poi Waziawick,

Don Jackson - lata 50-60te początek. W tej chwili są bardziej rozwijane w Europie niż w St. Zjednoczonych.

Jak próbowali oni rozwiązać problem nieskuteczności dotychczasowych działań psychoterapeutycznych?

Oni uważali, że psychoanaliza nie może być metodą skuteczną bo-1. Trwa strasznie długo, 2.- dotyczy tylko i wyłącznie oddziaływań na jednostkę - gdy tymczasem okazuje się, że w dużej mierze te zachowania są wyznaczone kontekstem społecznym, w jakim jednostka funkcjonuje. Ten kontekst jest rozumiany jako rola, którą jednostka otrzymuje, albo podejmuje w różnych grupach społecznych i właśnie rola wyznacza zachowania jednostkowe.

To że role są wyznacznikiem zachowań jest związane z naturą systemu: każdy człowiek funkcjonuje tylko i wyłącznie w określonych systemach.

Podstawowym systemem jest rodzina. Każdy system powstaje po to, żeby zrealizować określone zadania. Rodzina ma 2 rodzaje zadań, do których jest powoływana i fakt realizacji tych zadań wyznacza rodzaj zachowań, które członkowie rodziny muszą spełniać.

Pierwszym zadaniem jest zaspokajanie potrzeb indywidualnych rodziny_np.: potrzeba miłości, bezpieczeństwa, rozwoju. Po to żeby te potrzeby mogły być zaspokojone potrzebny jest instytucjonalny zapis praw, zasad, które mają prowadzić do zaspokojenia tych potrzeb. Żeby zaspokoić potrzebę miłości to nie wystarczy kogoś kochać czy być kochanym, ale trzeba też spełniać określone zobowiązania, których musi się podjąć dwoje kochających się wzajemnie ludzi. Te zobowiązania są różne w różnych kulturach. Np.: zasada: kochać aż do śmierci współmałżonka- to „gwarancja" małżeństwo jako instytucja gdzie składamy sobie wzajemnie obietnicę. Do roli jest przypisany określony rodzaj zachowań. Rolą żony jest dostarczanie członkom rodziny przeżyć emocjonalnych. Dzieci służą rodzicom przede wszystkim do zrealizowania niezaspokojonych potrzeb, planów życiowych itd., dzieci są delegowane do tego, żeby zrobiły to, czego nam się nie chciało. Niezależnie od tego w jakim jesteśmy wieku to relacja między dzieckiem a rodzicem jest zawsze prawie taka sama. Jeżeli wchodzimy w rolę męża, żony- to inaczej się tę rolę pełni niż w relacjach z rodzicami. Inaczej się zachowujemy na różnych etapach rozwoju rodziny. Drugą rzeczą są zasady. One są czasem uniwersalne ale najczęściej to co wyznacza zachowanie człowieka w danej rodzinie jest uwarunkowanie zasadami jakie są wypracowane w tej rodzinie.

Drugim ważnym sensem istnienia rodziny jest to, że ta rodzina ma zadania, które są jej zadane przez społeczeństwo, przez inne grupy społeczne. Rodzinę się zakłada po to, żeby zrealizować pewne zadanie: urodzenie i wychowanie dzieci. Tu też są pewne zobowiązania, zasady. Gdyby nie te zasady, że rodzice muszą kochać swoje dzieci, to wielu rodziców zaniedbywałoby dzieci. Musi być zasada która zobowiązuje rodziców (kodeks rodzinny). To wszystko jest po to, żeby zwrócić uwagę na to, że nasze zachowanie w gruncie rzeczy musi być wyznaczone systemem ponieważ człowiek nie żyje po to, żeby mieć przyjemność, ale żeby zrealizować swoje zadanie mu dane.

Jeżeli tak jest, że rola i zasady określające funkcjonowanie tej roli wyznaczają zachowanie człowieka, to jak powstaje patologia? Jedynymi przyczynami patologicznych zachowań jest niefunkcjonalność systemu rodzinnego. Niefunkcjonalność jest uwarunkowana nie cechami jednostki, ale rodzajem ról i rodzajem zasad, które zostały przyjęte w tej rodzinie. Różni autorzy wymyślali różne zaburzenia ról i zasad, które są źródłem patologii.

Wszystko to co było mówione do tej pory podlega zmianie i ta zmiana dokonuje się najczęściej poprzez negocjacje. Jeżeli popatrzymy na etapy funkcjonowania rozwoju rodziny to zobaczymy, że np.: role rodziców zmieniają się wraz z rozwojem rodziny, z etapami rozwoju. Kiedy jest para bez dzieci to obowiązują inne zasady, małżonkowie są skoncentrowani głównie na sobie, głównie domagają się nawzajem opiekowania się sobą itd., ale także są zobowiązani do tego, żeby się przygotować do roli rodziców- zagwarantować warunki materialne do narodzenia się dziecka, małżeństwo powinno już mieć za sobą etap negocjowania zasad, które będą rządziły- bo jeżeli nie to problemy małżeńskie będą rozwiązywane przy pomocy dzieci. Te dzieci pojawią się nie po to, żeby je wychować, zapewnić im rozwój itd., ale po to żeby rozwiązać problem małżeński.

Jane Halley powiada, że jednym ze źródeł patologii jest tworzenie tzw. patogennych koalicji, gdzie jest matka, ojciec i dziecko. Ta matka i ojciec jest równocześnie żona i mąż. Ten rodzaj relacji i wszystkie problemy które się dzieją mogą być rozwiązywane skutecznie tylko i wyłącznie przy użyciu tych dwóch osób. Tu obowiązuje inna zasada rządząca relacją inne normy np.:

że współżycie seksualne odbywa się tylko miedzy żoną i mężem, a nie w relacji z dzieckiem. Halley powiada, że rozwiązywanie problemów dzieci to jest także rodzaj relacji między matką a ojcem, ponieważ to oni są odpowiedzialni za to co się z dzieckiem dzieje (na pewnym etapie życia).

Włączanie dziecka do rozwiązywania problemów pełnienia funkcji matki i pełnienia funkcji ojca jest przykładem patologicznej triady . Patologiczna triada powstaje w następujących warunkach: wtedy kiedy problem miedzy para osób pełniących określoną role w rodzinie zaczyna rozwiązywać problemy swoje (zwłaszcza problemy antagonistyczne, wtedy kiedy oni mają konflikt

w pełnieniu swoich ról) przez wciąganie kogoś z innego pokolenia (dziecko, babcia, dziadek itd.). przykładem może być problem spędzania czasu wolnego przez małżonków. Czas wolny jest okazją, żeby ludzie byli ze sobą, dla siebie. Mąż chodzi na ryby, żona tego nie akceptuje i podejrzewa męża o zdradę. Wysyła więc dziecko razem z mężem na te ryby, tutaj nikt nie ma korzyści: dziecko nie chce chodzić razem na te ryby bo tego nie lubi, ojciec też chciałby mieć spokój na rybach i żona też nic z tego nie ma, bo i tak nikt jej nie przytuli itp. w tym momencie. Inny przykład: kobiecie która unikała zbliżenia z mężem i włączała w to dziecko delegowała je żeby znaleźć uzasadnienie dlaczego ona musi spać z dzieckiem, a nie z mężem, bo dziecko się boi ciemności, bo budzi się w nocy, bo chce pić w nocy itd.

Mówi się, że system rodzinny ma swoje kryzysy, problemy z rolami, zasadami i nie rozwiązywanie tych kryzysów sprawia, że używa się choroby jako czynnika utrzymującego rodzinę. Przykład: często takie rozumienie anoreksji jest pokazanie, że anoreksjajest utrzymywaniem dziecka w takiej roli, żeby należało je karmić jak niemowlę- to jest jedyny sens. Minuchin powiada, że są takie rodziny, które tworzą problem, rodzice muszą znaleźć w rodzinie dla którego ta rodzina musi trwać, bo już inne powody wygasły, albo nie tyle wygasły co rodzina nie zdążyła się zaadoptować do zmieniającej się roli np.: do takiej roli gdzie dziecko zaczyna być dorastające i rodzice nie wypracowali sobie umiejętności bycia rodzicem dziecka dorastającego tzn. takiego dziecka, które ma potrzeby większej autonomii, samodzielności itd. Rodzice reagują lękiem, co oni będą robić, co tu się będzie działo. Np.: małżeństwo gdzie dawno już małżonkowie nie potrafią się porozumieć, zaspokoić- to małżeństwo trwa tylko dlatego, że „dopóki dzieci nie dorosną (a w przypadku choroby-dopóki dziecko nie wyzdrowieje) to my się nie możemy rozwieść".

Inne źródła patologii w rodzinie biorą się z ukształtowania się pewnych patologicznych zasad, które regulują zachowania miedzy członkami rodziny. Don Jackson uważał, że podstawową zasadą która bardzo dobrze pomaga rodzinie realizować jej zadania jest zasada : „coś za cos"- członkowie rodziny z jednej strony są zobowiązani do pewnych świadczeń wobec pozostałych członków rodziny, ale równocześnie zobowiązują innych (ja tobie A to ty mi B).

Każdy konflikt jest po to, żeby zakończył się w sposób konstruktywny, bez konfliktów nie można iść naprzód, się rozwijać. W konflikcie udział ma każda ze stron i jeżeli ten konflikt ma być konstruktywny, to na jego koniec trzeba sobie wyznać np.: że ja wcale nie musiałem czytać tej gazety, że ja wcale nie musiałam ci wynajdywać jakichś rzeczy do zrobienia itd. To jest rodzaj przyznania się do własnego udziału. Drugim ważnym czynnikiem, który jest elementem konstruktywnego sporu jest przyznanie parterowi racji. znalezienie czegoś w czym on ma racje, co jest motywem tego, że on tak a nie inaczej się zachowuje.

Kiedy tak naprawdę popatrzymy na powody dla których ludzie się kłócą ze sobą, to dla tego, że oni chceą dobrze, intencja jest taka, żeby było lepiej. Jeżeli nie jest lepiej to tylko dlatego, że nie są spełnione te 2 warunki przyznania się do własnego udziału w konflikcie (co nie zawsze oznacza winę) i przyznanie partnerowi racji (nawet częściowej). Jeżeli zasady nie są uzgodnione to może się zdarzyć, że zasady są odmienne dla jednego członka rodziny i dla drugiego członka rodziny np.:

zasada określonego czasu powrotu do domu dorastających dzieci to jest częsty spór rodzinny). Takie nieuzgodnienie zasady sprawią, że dziecko ustala własną zasadę dostosowaną do tego, żeby np.: tak skłócić rodziców, żeby mieć powód, dla którego ono nie chce być w tym domu bo rodzice kłócą się. Czasami taka sytuacja staje się sytuacją w której dziecko i jego dobro przestaje być ważne, bo taka nieuzgodniona zasada między rodzicami jest tylko okazją do tego, aby znaleźć argument, że „ty jesteś niedobra", albo „ty jesteś niedobry" itd.

Kolejnym ważnym elementem dla struktury rodziny czyli dla sposobów w jakie spełnia swoje role i jakie są zasady jest pojęcie Minuchina, który uważał, że każdą rodzinę można scharakteryzować ze względu na jej strukturę na pewnym continuum, mianowicie są rodziny tzw. splatane i rodziny rozbite.

Rodziny splątane- obowiązują bardzo sztywne zasady i jasno określone normy których przekroczyć nie można. Taką normą jest np.: zasada lojalności wobec rodziny- że moja rodzina jest absolutnie czymś wyjątkowym i ja jestem zobowiązany mówić o mojej rodzinie tylko dobrze, my jesteśmy rodziną idealną. Bardzo często tak się dzieje, że takie rodziny nie kłócą się, nie walczą, nie rozpadają się, kiedy pojawi się jakieś uczucie negatywne w tej rodzinie to ono jest natychmiast tłumione itd. To nie było by nieszczęściem, ale pod jednym warunkiem takim, że ci ludzie nie mają szansy na to, żeby się zmienić; jeżeli dochodzi do zmiany (naturalnej rozwojowej) sposobu pełnienia ról ludzi, to oni nie dają sobie szansy, żeby wynegocjować nowy sposób bycia, pełnienia roli itd., i zachowują się tak jak zachowywali się kiedy byli jeszcze małżeństwem trzymającym się za rączki. Jane Halley, Hackerman uważali, że w takiej sytuacji jest źródło psychozy, polegającej na tym, że sztywne zasady zatrzymują możliwość separowania sobie w rodzinie; w momencie, kiedy dziecko staje się dorosłe, ono nie ma możliwości ruchu, żeby wyjść z tej rodziny. Wtedy trzeba powiedzieć, że tam jest lepiej- tu trzeba sobie uświadomić, że moja rodzina mi nie wystarcza, ona nie jest w stanie zaspokoić wszystkie moje potrzeby, lepiej mi będzie z moją nową rodzinką, bliższy mi stał się obcy człowiek (mąż, żona) itd.

Rodziny rozbite- to jest ten drugi koniec, gdzie nie obowiązują żadne zasady, każdy ma życie indywidualne, własne normy, zasady, takie rodziny się rozpadają, dzieci mają problemy z wychowaniem, mają zachowania aspołeczne, antyspołeczne. To jest kolejne źródło patologii.

Waziawick powiedział o jeszcze jednej ważnej rzeczy w rodzinie: te wszystkie zasady, sposoby pełnienia ról muszą podlegać zmianom, po to, żeby one były możliwe do zmiany to ludzie muszą się porozumiewać. Waziawick mówił o sporze konstruktywnym; to co może być patologią, to to, że jeżeli ludzie się porozumiewają to zwykle wg starej reguły :bodziec (S) -reakcja (R ) tzn. np.:

ja się złoszczę (R) bo ty mi kazałaś sprzątać (S). Jeżeli rozmawiamy na ten temat to rozmawiamy w dwojaki sposób: 1-oznacza to, że ja słyszę to, co ja mówię, moja kolejna reakcja jest wynikiem tej reakcji a nie twojego zachowania czyli nie słyszymy tego co mówi partner, słyszymy siebie, własnych wyobrażeń na ten temat co on mówi, co chce powiedzieć; klasycznie to wygląda tak, że przypisujemy intencje partnerowi („ty na mnie krzyczysz, nie dlatego co mówisz, że jestem leniwy i dzisiaj ci nie pomagam sprzątać, bo ty jesteś zmęczona, ale krzyczysz i mnie złościsz, bo ty mnie nie kochasz, nie szanujesz, nie dbasz o mnie itd.; ja mam tak naprawdę odpowiedź na pytanie dlaczego ja się złoszczę- nie dlatego, że ci nie pomagam sprzątać, ale dlatego, że ty mnie nie kochasz" itd.). I tak ona będzie mówiła o sprzątaniu, a on będzie mówił o miłości. Jedynym skutecznym sposobem porozumiewania się i rozwiązywania problemów spornych jest inny rodzaj punktowania rzeczywistości (Waziawick) tzn. stawiania znaków przystankowych w rozmowie między ludźmi. Tutaj te znaki są stawiane w aspekcie pionowym tzn. ja widzę tylko rzeczywistość, którą ja kreuję. Żona nie jest lepsza, bo gdyby ona przez chwilę posłuchała co mąż mówi, to przestała by mówić o sprzątaniu a zaczęła by mówić o tym, dlaczego nie kocha męża. A jeżeli go kocha, nie daj Boże, to zaczęłaby się zastanawiać dlaczego on myśli, że ona go nie kocha. Wtedy się tak naprawdę ludzie mogą porozumieć jeżeli to porozumiewanie się wygląda tak: to jak on zareaguje wpływa na zachowanie partnera; jeżeli on mówi, że ty mnie nie kochasz, i to złości, czyli on tak naprawdę staje się bodźcem, jego reakcja staje się bodźcem jej zachowania. Dopiero wtedy ma to sens. że reakcja partnera jest równocześnie bodźcem wywołującym zmienione zachowanie drugiego partnera. Przy pionowym sposobie porozumiewania się do rozwiązania konfliktu nie może nigdy dojść ponieważ ludzie widzą rzeczywistość w dwóch różnych perspektywach, nie mają szans usłyszeć tego co mówi do nich partner a w związku z tym nie mają szans adekwatnie zareagować.

Na czym polega terapia w takich założeniach?

Pierwsza jest zasadą, że nie leczy się jednostki. Gdy zgłasza się człowiek do terapii to mówimy o nim tzw. zidentyfikowany pacjent czyli w jakimś sensie stał się narzędziem do tego, żeby

rodzina mogła trwać. Zmiana w psychoterapii nie polega (jak w tych 3 poprzednich szkołach) na intrapsychicznych różnych zmianach, to nie jest wgląd pt. nieświadome mechanizmy swojego zachowania, to nie jest lepsze poznanie schematów poznawczych, przekonań itd., to nie jest większe uświadomienie sobie emocji, rozpoznawanie własnych emocji jak w koncepcjach humanistycznych. Zmiana w tym wypadku polega na zmianie w systemie rodzinnym, żeby rodzina zaczęła się inaczej zachowywać, nie jednostka tylko rodzina. Jest to absolutnie sprzeczne z oczekiwaniami ludzi, którzy przychodzą na terapie. Kiedy proponuje się im terapię to oni godzą się na to, często nie wiedząc co robią, mianowicie członkowie rodziny mają takie oczekiwania, że zrobi się coś z tym co oni uważają za przyczynę nieszczęścia w tej rodzinie: wreszcie nagada się żonie, mężowi, żeby się tak nie zachowywał, najczęściej rodzice sobie myślą, że się nagada dzieciom, że nie wolno brać narkotyków, trzeba wracać o określonej porze do domu itd. Stąd też pierwsza i ważną rzeczą w terapii rodzin jest przekonanie rodziny o tym. że niczego takiego robić nie będziemy. Odbywa się to w taki sposób, że członkowie rodziny są najpierw pytani o tzw. zidentyfikowanie problemu, który jest w tej rodzinieJ każdy z członków rodziny jest o pytany. To jest pierwszy moment, kiedy oni mają okazję usłyszeć, że każdy z członków rodziny formułuje problem, który z jego perspektywy utrudnia w rodzinie funkcjonowanie (najczęściej mąż mówi o żonie, żona o mężu, dzieci o rodzicach itd.). Celem takich pytań nie jest dochodzenie do prawdy co jest naprawdę problemem w rodzinie, ale celem tego etapu terapii rodziny jest uświadomienie sobie, że prawda jest względna , że to co wy relacjonujecie jako problem to są problemy, które są inaczej spostrzegane przez poszczególnych członków rodziny, ponieważ oni muszą inaczej spostrzegać te problemy. Dzieci zupełnie inne role pełnią, mają inne zadania do spełnienia i w związku z tym muszą dbać o co innego w tej rodzinie i cierpieć z innego powodu niż rodzice w swoich rolach (czy małżeństwo w swoich rolach). Tu nie będziemy szukać kozła ofiarnego, czy też tzw. istotnej przyczyny w osobie wskazanej przez członków rodziny, bo problem złego funkcjonowania rodziny to nie jest problem osoby, to nie jest zły charakter męża, żony, nieposłuszne dzieci- problem polega na tym, że oni nieadekwatnie wykonują swoje role, które wykonywać powinni, albo kierują się zasadami, które są nieefektywne.

Drugi ważny element w terapii rodzinnej to jest zmiana roli terapeuty. W psychoanalizie terapeuta był obiektem, substytutem, kimś na kogo należało przenieść wszystkie tłumione emocje jako źródło swojego konfliktu.; terapeuta jest tu także ekspertem, który wie lepiej, on dokonuje interpretacji, przepracowuje z pacjentem jego problemy aż do tego momentu, gdy pacjent powie nie tyle, że ty masz rację, tylko gdy zacznie mówić językiem terapeuty, zacznie używać takich samych interpretacji i wyjaśnień, które wcześniej używał terapeuta jako własne. W koncepcjach behawioralnych pacjent nie ma nic do powiedzenia w takim sensie, że terapeuta jako ekspert planuje z nim jego treningi. W poznawczej też w dużej mierze jest on takim rodzajem eksperta , który głównie pomaga pacjentowi nie tyle poprzez interpretację co poprzez skupienie uwagi na jego błędnych przekonaniach i konfrontowanie tego z przekonaniami, które są nieuzasadnione, czy mogły być uzasadnione w wyniku jego doświadczeń. W koncepcjach humanistycznych terapeuta siedział i mówił: tak, tak zapewniał bezwarunkową akceptację i sam swoim zachowaniem uczył, że ty to jesteś ty, ja to jestem ja, co ja robię to nie nadaje się do naśladowania dla ciebie; był tam pewien określony rodzaj terapii terapeutycznej, terapeuta umiał spełniać pewne warunki, żeby pacjent mógł w tych warunkach czuć się bezpiecznie, swobodnie, otwarcie i żeby te niepokoje, które go prześladowały do tej pory z ludźmi zniknęły i pozwoliły mu osiągnąć wgląd. W terapii rodzin terapeuta nie nawiązuje w gruncie rzeczy żadnego rodzaju relacji terapeutycznej z rodziną. Wręcz są zady, które przestrzegają przed tym, żeby terapeuta uważał, żeby się nie stać członkiem tej rodziny- w takim sensie, że może wziąć stronę jednego podsystemu, albo drugiego itd., że może w terapeucie odruchowo pojawić się chęć opiekowania się dziećmi itd. Terapeuta w tym wypadku nie wypowiada na ogół żadnych swoich opinii, interpretacji. Jeżeli wypowiada interpretacje to są to takie, które opisują funkcjonowanie systemu rodzinnego i one się najczęściej zdarzają pod koniec każdej sesji i one są potrzebne nie po to, żeby ludzie zrozumieli, przyjęli takie wyjaśnienie zaburzeń funkcjonowania ich rodziny, tylko po to, żeby na ich sformułować istotne i najważniejsze w terapii rodzin zalecenie: wykonania określonych czynności, które ludzie majką wykonać poza terapią- to się nazywa takim dawaniem zadań domowych.

Przykład takiego zadania: mama, lat 45, od 15 lat sama wychowuje dwoje dzieci, świetnie sobie radzi zawodowo, w roli matki; dzieci 15, 18 lat mają, świetnie się uczą. Wszystko szło świetnie, mama była od czasu do czasu związana z jakimś partnerem, zawsze była przekonana, ze żadnego obcego mężczyzny do swojego rodzinnego domu nie sprowadzi. Ale doszła do wniosku, że jest być może w takim wieku , że jej to by nie zaszkodziło. Zdecydowała się na formalny związek ze swoim partnerem z ostatnich dwóch lat, który był od niej 10 lat starszy i zamieszkali razem. Do terapii ta kobieta przyszła z tym: od mniej więcej roku pojawiły się u niej bardzo silne dolegliwości, jak wraca do domu to ma ataki migreny, są to bóle tak silne, że ona ma poczucie, że pochodzą z różnych okolic ciała. Wtedy ona musi się tylko położyć, wziąć leki i musi być ktoś z nią, bo oprócz tego bólu jest też niepokój, że jej się coś stanie, że zasłabnie, że umrze itd. Stwierdzono, że to są zaburzenia nerwicowe. Skierowano ją do terapii rodzin. Po jakiejś sesji terapeuta sformułował takie interpretacje, że funkcjonowanie waszej rodziny zostało zaburzone , zdestabilizowane, ponieważ tak naprawdę mąż w tej rodzinie nie pełni roli ojca tylko pełni role kolegi, brata dla dzieci. Fakt był taki, że ten mąż zbliżył się bardzo do tych dzieci, dzieci też, spędzali dużo czasu z sobą; żona głównie pracowała i utrzymywała rodzinę. W tej sytuacji zabrakło męża, ojca, bo on zamiast pomagać żonie, to głównie kolegował się z młodymi, chodził na dyskoteki, oglądał video, chodził do kina na głupie (wg żony) filmy itd. Ta interpretacja była potrzebna do tego, żeby terapeuta wymyślił jakąś rzecz, która ma zmienić coś. Miały ulec zmianie takie rzeczy: mąż miał stać się mężem, miał się zajmować żoną, robić z nią to wszystko co ma zrobić mąż i żona do zrobienia ze sobą; druga rzecz: dzieci nie mają nic do tego tzn. one nie mają żadnego prawa do tego, żeby odbierać tego męża ich własnej matce i czynić go swoim kumplem; partnerem , bratem, one muszą respektować to, że on jest także ich ojcem przybranym. Terapeuta wymyślił takie zadanie, które miało przywrócić te zasady: nakazał rodzinie, żeby zachowywała się przez najbliższe 2 tygodnie (między Sesjami terapeutycznymi) w następujący sposób: matka po powrocie do domu, po zjedzeniu obiadu ma się zachowywać tak jak się zachowywała do tej pory, kiedy miała te doznania bólowe tzn. ma iść do swojego pokoju, położyć się, narzekać na swój stan zdrowia, ma mówić gdzie ją boli itd, I tak ma być przez godzinę. Mąż ma opiekować się nią, trzymać za rękę, być z nią, mówić do niej, robić jej okłady itd.- przez tę godzinę on zajmuje się tylko i wyłącznie chorą żoną. A dzieci są do tego, żeby przyniosły wodę do okładów, żeby wykonywały ten zabieg, żeby zmywały, sprzątały, robiły zakupy, bo mąż i żona są zajęci sobą a dzieci muszą dbać o dom. Mąż decyduje co dzieci mają robić, gdy matka jest chora, bo ona jest wyłączona z odpowiedzialności za dom. Tak ma być przez 2 tygodnie codziennie, między 6-tą a 7-mą. I nic więcej. Żadnych wyjaśnień i dyskusji. To ma taki sens: żeby pokazać ten objaw, że ona woła: okażcie mi serce, dajcie mi trochę ciepła, serdeczności bo ja cierpię. Nie dlatego się okazuje ludziom serdeczność i ciepło, że oni cierpią, tylko dlatego, że ona jest żoną i jej się należy dlatego że nią jest; ona jest matką czyli pomoc dzieci też jej się należy. Ale chcesz używać objawów, uważasz, że nie możesz inaczej tego dostać, albo ci się nie należy, albo nie potrafisz tego osiągnąć, to krzycz, mów, że cię boli, a oni mają wszystko zrobić. Kolejna zmiana zachowania to jest sugestia czy stworzenie warunków do tego, żeby się można było zajmować żoną, że mąż ma codziennie godzinę poświęcać dla żony, jak nie stać go na nic innego, jak nie wymyślił innego powodu dla którego on ma się żoną zajmować, to niech się zajmuje z tego powodu, który ona wymyśliła: siedź przy niej, trzymaj ją za rękę, rozmawiaj z nią itd. A dzieci do roboty. One nie mają wstępu, poza tym, że są potrzebne i użyteczne tej parze, żeby coś dać takiego co jest im potrzebne dla spełnienia ich zachowań w roli małżeńskiej. Tyle.

To czasami się nazywa techniką przepracowania objawów, to jest jakby nakazanie zachowywania się, silnego zachowania podczas objawów (ta kobieta miała zalecenia zachowywać się tak niezależnie od tego czy ją boli). Czasami daje się kontrolera, który pilnuje przestrzegania tej zasady.

Rzecz polega na tym, żeby pokazać jak na dłoni patologię tej rodziny, żeby zobaczyli na własne oczy, że to co robią jest absurdalne, w rodzinie tej pacjentki wszystko wróciło do normy.

Po takiej zmianie w zasadzie nie ma dalej terapii. Ważne, że nastąpiła zmiana. To jednak wcale nie znaczy, że ta rodzina będzie szczęśliwa, że tam nie będzie konfliktów, problemów. Jest szansa, że po takim doświadczeniu będą używali choroby jako sposobu na rozwiązywanie problemów, może będą używali innych sposobów np.: porozumiewania się, negocjowania uzgodnienia itd.

 

Kategoria: