Współczesne problemy społeczne w opinii własnej i opinii rówieśników

 

 

 

 

 

 

Od zarania dziejów młodzież borykała się z wieloma problemami. Z biegiem czasu problemy te powiększały się, malały, znikały bądź pojawiały się nowe. Zazwyczaj były one wynikiem okresu w którym człowiek próbował dorosnąć do rangi dorosłego. Niestety nie raz kończyło się to nałogami prowadzącymi do uszczerbku zdrowia. Są to banalne stwierdzenia aczkolwiek jak najbardziej rzeczywiste. Problemy istnieją od zawsze, a w dzisiejszych czasach wydaje się ich być więcej. Niejednokrotnie możemy się spotkać z nastolatkami nadużywającymi alkohol zamieniającymi się powoli w okolicznych pijaczków. Nie trudno dzisiaj również spotkać narkomanów. Dzieci również coraz częściej przesiadują przed komputerami „serfując” po internecie i grając w coraz to wymyślne gry. Co gorsze nie wszystkie problemy współczesnej młodzieży wiążą się z wiekiem dorastania. Problemy zaczynają się ujawniać coraz wcześniej. Jaka zatem będzie wyglądała przyszłość? Czy młodzież będzie jeszcze bardziej zagubiona? Czy da się coś jeszcze zrobić? Te pytania cisną się na pewno każdemu z nas na usta. Zanim jednak sobie na nie odpowiemy zapoznajmy się bliżej z problemami naszej młodzieży.

W ostatnich kilku latach obserwujemy wyraźny wzrost zagrożeń alkoholowych wśród młodzieży. Co roku Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych publikuje na ten temat oddzielny raport: "Młodzież a alkohol". Okazuje się, że z roku na rok wzrasta liczba młodych, którzy sięgają po napoje alkoholowe a maleje liczba abstynentów. Jednocześnie obniża się wiek inicjacji alkoholowej. Z raportu "Młodzież a alkohol 94" wynika, że obecnie wśród chłopców szkół średnich zaledwie niecałe 10 procent to abstynenci (jeszcze kilka lat temu abstynentów było dwa razy tyle). Natomiast wiek inicjacji alkoholowej dla większości z nich obniżył się do 13-tego roku życia. Sytuacja wśród dziewcząt jest niewiele lepsza. Są to dane alarmujące, gdyż oznaczają, że jeśli taka tendencja nadal się utrzyma, to w najbliższych latach będziemy mieli w Polsce setki tysięcy młodocianych alkoholików. Choroba alkoholowa pojawia się bowiem tym szybciej im wcześniejsza następuje inicjacja alkoholowa. W wieku rozwojowym alkoholizm może rozwinąć się nawet już po kilku miesiącach od wypicia pierwszej puszki piwa. Jeśli chcemy skutecznie przeciwstawiać się rosnącym zagrożeniom alkoholowym wśród dzieci i młodzieży, to musimy znaleźć odpowiedź na kilka podstawowych pytań. Pierwsze z nich brzmi: dlaczego alkohol okazuje się aż tak atrakcyjny, że wielu młodych sięga po napoje alkoholowe mimo, że zdają sobie sprawę z zagrożeń a znaczna część osobiście doświadcza tragicznych skutków choroby alkoholowej we własnej rodzinie? Musi być w alkoholu jakaś niezwykła siła, która sprawia, że kolejne pokolenia dają się oszukać i wchodzą na drogę choroby alkoholowej. Na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci można zaobserwować bardzo symptomatyczne zmiany w patrzeniu na przyczyny picia alkoholu. Jeszcze nie tak dawno uważano, że sięganie po alkohol przez młodych wynika głównie z ich złej woli, deprawacji moralnej albo niedostatecznej wiedzy o szkodliwości tej substancji. Było to spojrzenie moralizujące i intelektualizujące. W takim ujęciu wychowanie w trzeźwości polega głównie na straszeniu dzieci i młodzieży bolesnymi konsekwencjami picia a także na odwoływaniu się do ich dobrej woli, sumienia, wiedzy i rozsądku. Szybko jednak okazało się, że sprawa jest bardziej złożona, bo w grę wchodzi tu jakaś dziwna siła i atrakcyjność napojów alkoholowych. Źródła tej siły zaczęto szukać w sferze organicznej. Pojawiło się w ten sposób biologizujące patrzenie na picie alkoholu przez młodzież, czyli tłumaczenie tego zjawiska jako skutku skłonności organicznych dziedziczonych genetycznie. Także ta interpretacja okazała się zupełnie niewystarczająca, gdyż nawet jeśli ktoś ma tego typu predyspozycje biologiczne to przyspieszają one jedynie proces uzależnienia nie tłumaczą , dlaczego ten proce się w ogóle zaczyna, czyli dlaczego dany chłopiec czy dziewczyna sięga po alkohol. Aby to zrozumieć, trzeba było zajrzeć głębiej w tajemnicę alkoholu. W ten sposób dotarliśmy do psychologizujacego spojrzenia na alkohol i na źródło jego atrakcyjności. Model ten opiera się na trafnym i ważnym odkryciu, że niezwykła wręcz atrakcyjność alkoholu dla pewnych osób nie wynika z atrakcyjności biologicznej tej substancji (alkohol jest zawsze szkodliwy dla organizmu) lecz z jego atrakcyjności emocjonalnej. Każdy człowiek dąży do zapewnienia sobie dobrego samopoczucia emocjonalnego. Jeśli przeżywa bolesne emocje, np. ból czy lęk, to chciałby zmienić tego typu nastawienie do życia. Byłem raz świadkiem pewnej kłótni miedzy pijącą dziewczyną a jakimś bliskim przyjacielem. "Nie rozumiem dlaczego nie chcesz, bym nadal piła alkohol, skoro dzięki niemu lepiej się czuję i bardziej chce mi się żyć." Docieramy tutaj do najważniejszego i ostatecznego powodu sięgania po alkohol przez młodzież. Tym powodem jest fakt, że dana osoba przeżywa swoje życie jako bolesny ciężarem i tęskni za doświadczeniem ulgi. Czasem za każda cenę. Wspomniana dziewczyna sięga po alkohol po to, by uciec od siebie i od bolesnej rzeczywistości, w której żyje. Prawdziwym powodem picia alkoholu nie jest zatem ani zła wola czy lekkomyślna ciekawość, ani skłonności czy obciążenia genetyczne organizmu lecz kryzys życia, sygnalizowany przez bolesne stany emocjonalne.

Problem upowszechniania się narkotyków wśród młodzieży w Polsce stał się faktem. Kiedyś narkotyki były elementem subkultur, dziś po prostu należą do kultury młodzieżowej - kultury ucieczki. Młodzież bierze je przed egzaminem, by rozładować stres; przed klasówką, aby łatwiej zapamiętać materiał; w dni wolne, żeby się "wyluzować" i zapomnieć o szkole; na dyskotekach i w klubach, aby łatwiej znaleźć partnera; w domu, gdy szwankuje więź z rodzicami. Biorą, by pokonać nieśmiałość, aby wywołać w sobie agresję lub zamknąć się przed światem, żeby imponować rówieśnikom. Z „Analizy stanu zagrożenia przestępczością narkotykową w Polsce w 1997 r.”, sporządzonej przez Biuro ds. Narkotyków Komendy Głównej Policji, wynika, że 20 % polskiej młodzieży eksperymentuje z narkotykami. Zdaniem policji, narkotyki dostępne są w trzech czwartych szkół podstawowych i w ponad 90%. średnich. Najmłodsi narkomani mają po 8-9 lat. MZiOS szacuje, że po narkotyki okazjonalnie sięga co najmniej 200 tys. polskich nastolatków, zaś 30-40 tys. jest od nich uzależnionych. Ostatnio dealer nie jest osobą z zewnątrz, lecz kolegą z klasy. Policjanci są wręcz przekonani, że nie ma „czystych” szkół, gdyż nie sposób kontrolować wszystkich uczniów. Nauczyciele nie wiedzą, którzy uczniowie są dealerami, a jeśli nawet ich podejrzewają, nie mogą ich zrewidować. W ten sposób bezkarnie można rozprowadzać w szkole narkotyki nawet dwa lata. Dealerzy naśladują przy tym tzw. system marketingu bezpośredniego, którym posługują się na przykład towarzystwa ubezpieczeniowe. Dealer - tak jak agent ubezpieczeniowy - wynagradzany jest prowizją od dokonanych transakcji. Powinien znaleźć sobie stałych odbiorców, zaczynając od przyjaciół, a kończąc na "znajomych znajomych". Gdy krąg odbiorców jest już zbudowany, a klienci popadną w nałóg, dealer sprzedaje im coraz cięższe narkotyki. By zmniejszyć ryzyko wpadki, nie powinien sprzedawać narkotyków przypadkowym klientom, często jednak to robi - przecież gram marihuany kosztuje 15-35 zł, amfetaminy - 70-170 zł, a kokainy - 200-400

zł. Najgorsze jest przed nami: skutki olbrzymiego wzrostu spożycia narkotyków przez nastolatków odczujemy dopiero za parę lat. Dzisiejszy narkotyk zabija powoli. Dziś jeszcze wielu zażywających środki odurzające funkcjonuje w miarę normalnie. Młodzi ludzie uczą się, pracują, dostają pieniądze. Stać ich jeszcze na zakup narkotyku. Za kilka lat choroba ich jednak powali, skończą się pieniądze, a brać będą chcieli coraz więcej. Wtedy zaczną się rozboje i rabunki, by zdobyć pieniądze na "towar". Zacznie brakować miejsc na oddziałach detoksykacji i w ośrodkach pomocy .Z roku na rok zyski z narkobiznesu mają coraz większy udział w dochodach polskiego świata przestępczego. Policja szacuje, że w Polsce działa ok.200 zorganizowanych grup przestępczych, mających w swoich szeregach 4-5 tys. członków, zyski z produkcji i sprzedaży narkotyków czerpie ok.2-3 tys. osób. Struktura ich zarobków przypomina piramidę: na szczycie - kilkudziesięciu ludzi, którzy czerpią gigantyczne zyski, idące w miliony dolarów, na dole setki dealerów, którzy zarabiają „grosze”. To tylko wystarcza aby ukazać nam ogrom problemu już nie tylko dla młodzieży.

Czy gry uzależniają? A jak inaczej nazwać osoby, które przez wiele godzin dziennie przesiadują z nosem przylepionym do monitora ? Uzależnienia z reguły dotyczą innych. Trudno nam uwierzyć, ze nas też to dotyczy. Jak inaczej nazwać przeklinanie, gdy nie uda nam się przejść na kolejny poziom gry lub w odpowiednim czasie przejechać trasę wyścigu samochodowego? Kiedy urywamy się ze szkoły wcześniej, bo musimy przetestować nowo zakupioną grę? Uzależnienie od gier to jeszcze zjawisko marginalne, ale w przyszłości będzie się pogłębiać. Dr Mark Griffiths, psycholog z uniwersytetu w Leicester, przez kilka lat badał wpływ gier na zachowanie. Zdarzały się przypadki, iż badani, kradli by kupić kardridż, nie chodzili do pracy, szkoły by grać, zaniedbywali rodzinę, karierę, zdrowie. Z uzyskanych danych wynika, iż około 1/5 graczy jest uzależniona tzn. grają średnio dziennie cztery godziny, ale potrafią robić to osiem – dziesięć godzin non-stop. Niestety w grupie uzależnionych są właściwie sami mężczyźni, wynika to z faktu, że gry robione są przez mężczyzn i dla mężczyzn. Obok zaburzeń wyżej wymienionych, uzależniony charakteryzuje się: bólem nadgarstków, szyi, łokci, wiecznym zmęczeniem. Nikt tworzący gry nie jest szczęśliwy, gdy nie chcemy ponownie w nią zagrać. Dlatego konstruuje się je w taki sposób, by zawsze móc na nowo przejść tą sama trasę w bardziej wyrafinowany sposób, spróbować przejechać tor w krótszym czasie, czy ścigać się z jeszcze lepszym przeciwnikiem. W każdej chwili gry jesteśmy za coś wynagradzani lub karceni. Gry stwarzają poczucie, ze jesteśmy z każdą chwilą lepsi, szybsi, doznajemy wzlotów lub upadków. Niestety są to pozory dziejące się w jedynie naszym wirtualnym zamkniętym świecie, a czas realny płynnie. Pamiętajmy jednak o pozytywnych zaletach grania (są też takie). Gry używane są też jako terapia w szpitalach oddziałów dziecięcych, są odskocznią od realnych "niepokojów" dla małych pacjentów czekających np. na operacje. Stosowane SA jako terapia rehabilitacyjna np. po złamaniach rąk. Podstawowym celem gier pozostaje beztroskie granie. Grajmy więc z umiarem, abyśmy grając bawili się, a nie wyrządzali krzywdy.

Wiele problemów pozostało takich samych. Alkohol nie od dzisiaj jest przecież spożywany w nadmiernych ilościach, a od dłuższego czasu nic się nie poprawia w tym temacie. Pojawiają się za to nowe problemy w postaci narkotyków czy uzależnienia od komputera. Sprawy, które zostały poruszone przeze mnie są w zasadzie tymi o których się najwięcej mówi. Trzeba pamiętać, że w środowisku współczesnej młodzieży możemy spotkać wiele innych problemów. Jednak sądzę, że te poruszone przeze mnie są najistotniejsze i największe z którymi się do tej pory spotkałem.

 

 

 

 

Bibliorafia:

1. http://koden.omi.org.pl/index.php

2. http://zdrowa młodzież-środowisko.pl